Hydrozagadkowa Papua

Miniony grudzień Hydrozagadka spędziła egzotycznie, postanowiliśmy zobaczyć co słychać na tak zwanym dzikim lądzie i odwiedziliśmy Papuę Nową Gwineę.

Podróż w tamtą stronę była dość wyczerpująca, bo bez przerw na wypoczynek postanowiliśmy od razu pojechać na miejsce – małą wyspę na północy PNG – Lissenung. Bardzo ładnie określiła to zmęczona już trudami podróży Ewa. Dopływaliśmy do miejsca naszego pobytu po 50-godzinnej podróży i mówię – zobacz, już jesteśmy na miejscu – a ona pyta czy ta „kępa szuwarów” to nasz cel.

Tak więc wylądowaliśmy na naszej kępie i spędziliśmy tu 10 cudownych dni. Przybyliśmy już w nocy, wiec szybka kolacja i naprawdę padnięci udaliśmy się do naszego lokum, które okazało się całkiem przyjemne. W plecionych domkach z liści (chyba bananowca), odpoczywając pod wentylatorem, potrzebowaliśmy 2 dni (skądinąd dość aktywne bo 3 nurkowania dziennie) żeby dojść do siebie. Odreagowując podróż, a przede wszystkim 9-godzinną zmianę czasu powoli przestawialiśmy się na beztroskie życie. Jedzenie, nurkowanie, spanie i delikatne imprezowanie wieczorne. Nawet nie wiadomo kiedy minęło 10 dni. Uroki dzikiej przyrody i fakt że na „całym świecie” tylko my jedyni byliśmy pod woda zupełnie zmienia odczucia. Zdjęcia niestety nie oddają całkowicie klimatu, ale przyroda, pogoda, atmosfera i widoki przepiękne. Co było dla nas zaskoczeniem to ludność – bardzo życzliwa, otwarta i przyjazna. Nikt nie nagabuje żeby coś kupić, ludzie wiedzą gdzie jest Polska i że mamy teraz zimno w kraju. Zupełnie dobrze wszędzie można się dogadać. Poza tym turystów prawie nie ma, to nas proszono czy można sobie z nami zrobić zdjęcie. Natomiast minusy to zupełnie brak zaplecza turystycznego, co skutkuje wysokimi cenami usług. Brak knajpek i restauracji, więc jeżeli już są, to niestety trzeba odpowiednio zapłacić. No ale to są doświadczenia które trzeba kolekcjonować .

Po naszym pobycie w okolicach Kavineg przyszedł czas na odwiedzenie następnej wyspy i miasta Rabaul. To znane historyczne miejsce, kiedyś miasto o dużym znaczeniu, także podczas wojny miało duże znaczenie strategiczne. Miasto niegdyś gromadzące biznesmenów i inwestorów całego świata, dziś wygląda o zupełnie inaczej. Po dawnej świetności nie pozostało już nic. Po wojnie zostało wprawdzie odbudowane, jednak po wybuchu wulkanu w 1994r zostało zupełnie zasypane przez pył wulkaniczny i już nie powróciło do swojej świetności. Jechaliśmy głównymi ulicami stolicy, gdzie były tylko pył i krzaki. Jedynie nasz hotel został odkopany i zrestaurowany, reszta miasta zniszczona i już zarośnięta tropikalną roślinnością leży gdzieś tam pod pyłem. W okolicy jest wiele wojennych pozostałości, jednak nie sposób ich odnaleźć bez przewodnika gdyż wszystko leży na czyimś kawałku ziemi, wszędzie trzeba uiścić opłatę i wtedy można zobaczyć jakiś kawałek historii. Są bunkry i tunele japońskie, rozbite samoloty, działa, czołgi, dosłownie wszystko. Niesamowite wrażenia robi bardzo nowoczesny i przepięknie utrzymany cmentarz żołnierzy poległych w czasie walk zarówno I, jak i II wojny światowej.

Poza zwiedzaniem pozostałości po wojnach pacyficznych wchodziliśmy również na czynny wulkan. Wszystko parowało i kipiało, a woda w morzu miała temperaturę 80 st C, człowiek mógłby się oparzyć chcąc wsadzić ręce do wody w zatoce. Wspinaczka po wulkanie, który jest w całości pokryty różnej wielkości i kształtu pumeksowymi bryłami, bez ścieżek czy miejsc gdzie można spokojnie oprzeć nogę – spróbujcie sobie to wyobrazić! Nie myślcie, że spotkaliśmy tam jakiś turystów, znowu tylko my, wulkan i para.

Postanowiliśmy jeszcze sprawdzić się w sportach wioślarskich. Miejscowi używają do transportu canoe wydrążonego z pnia drzewa, z przeciwwagą z kawałka cieńszego drzewa. Wiosłuje się z jednej strony, używając wiosła jako napędu i steru jednocześnie. Długo nie mogli uwierzyć, że dopłyniemy na wyspę na środku zatoki, gdzie postanowiliśmy jeść lunch. Nie było łatwo, ale przybiliśmy do wyspy i spędziliśmy super czas pływając wokół czuba wulkanu wystającego z wody. Wracając mijaliśmy statki wchodzące do portu i my na tej łupince. Niesamowite uczucie. Musze przyznać, że jak pan mnie zobaczył, to przesadził na większe drzewo, bojąc się, że zatopię swoją osobą jego środek transportu. No cóż, nie będę tego komentować. Jakby nam było mało wrażeń, zafundowaliśmy sobie jeszcze wejście na dwa, tym razem nieczynne już wulkany, porośnięte w całości drzewami, trawami i innymi dziwnymi roślinami, zamieszkane w jakiejś części przez ludzi. Szliśmy, całkowicie pozbawieni punktu odniesienia pnąc się w górę, powietrze było duszne i parne, brakowało tchu. Jenak wysoko ukazał się nam niesamowity widok, można było zobaczyć wyspę z obydwu stron, czyli nasz pasek lądu, my na jego szczycie, a po jednej i drugiej stronie morze. Poza tym pod nami strzępki chmur. Warto było.

No cóż, koniec ekstremalnych przygód, czas wracać do stolicy, Portu Moresby. Tam zaplanowaliśmy również jeden dzień, żeby zobaczyć tę niewielką stolicę ogromnego kraju. Niestety ostrzegają nas, że w stolicy nie jest już tak bezpiecznie, jak kiedyś, ściąga ona do siebie różnych ludzi, zdarzają się kradzieże, a po zmroku nie należy opuszczać hotelu. Zwiedziliśmy miasto, zobaczyliśmy slumsy, ludzie żyją tu w domach na palach, upchniętych na kawałku wybrzeża. Tutaj nie jest bezpiecznie się zapuszczać, te miejsca zwiedzamy z samochodu. Wybieramy restaurację na kolację, wszystko czynne dopiero od 17, mamy do wyboru kilka, bo ku naszemu zdziwieniu stolica posiada aż sześć restauracji do wyboru i nie myślcie, że są one jakiś duże. Po prostu kilka stolików, zresztą nie ma problemu z wolnymi stolikami. Natomiast nasz hotel to już naprawdę europejski standard, tu się aklimatyzujemy już do cywilizacji bo w następny dzień wyruszamy do domu. Powrót to już błyskawiczna trasa, szybciutko i bez problemów (jedynie jedna tora nam wsiąkła) docieramy do kraju. Tu zimno i wszyscy mówią o polityce, zaczynając od pana który nas wiezie z lotniska a tak dobrze było oderwać od tego wszystkiego. No cóż, zabieramy się do pracy bo świat czeka na nas, trzeba planować następne etapy podróży.

Nurkowo Was pozdrawiam i zapraszam na nasze wyjazdy

Kasia