Nasze marcowe Malediwy

Czas szybko biegnie i część z nas już właściwie zapomniała o wyjeździe na Malediwy, jednak czekaliśmy na zdjęcia z wyprawy. W końcu dotarły do nas i dzięki uprzejmości Mariusza możemy powspominać jeszcze raz ten czas. Żeby nie mówiono, że się nie przyłożyłam do wspomnień z wyjazdu, postanowiłam w kilu słowach opisać czas spędzony w tym przepięknym miejscu.

Marzec to dobry miesiąc na wyjazd do kraju gdzie woda ma około 30 stopni, ciągle świeci słońce a krajobraz urzeka widokami. O kuchni lepiej nie wspomnę, bo do dziś waga nie może wrócić do „normy”. Piszę normy, a tak naprawdę już dawno wszelkie zostały przekroczone, do tego wskazówka ciągle w górę. Może trzeba będzie pomyśleć o jakim nurkowym wyjeździe odchudzającym, jak tak dalej będę się rozwijać?

Tym razem do Male dotarliśmy całą grupą, jednym samolotem. Lot przebiegł bardzo sprawnie, więc można powiedzieć, że po prostu przeskoczyliśmy z naszej kapryśnej pogody na Malediwy. Po wylądowaniu natychmiast zostaliśmy przetransportowani na łódź i tak już od rana rozpoczęły się nasze cudowne wakacje. Delikatnie kołysani wodą i chłodzeni morską bryzą odpoczywaliśmy ciesząc się ciepłem i pogodą. Po rozpakowaniu sprzętu zaserwowano nam lunch, można było się uraczyć piwem, i to wszystko 15 godzin od opuszczenia kraju. Sami sobie zazdrościliśmy takich wakacji. Wieczorem krótkie omówienie planów na następne dni i jesteśmy gotowi wypływać. Chcemy oddalić się od stolicy, która zawsze jest rejonem bardziej ruchliwym, a my pragniemy ciszy i spokoju. Zresztą rano idziemy nurkować, więc im dalej tym lepiej. Rano pobudka, briefing i śniadanie. Wpadając na łódź po nurkowaniu już czujemy aromat jedzenia. Apatyt jest wielki, więc naszych talerzy do pustych nie można zaliczyć. I tak właściwe upływa nam czas: nurkowanie, lunch, przekąska, nurkowanie, kolacja, i tu zmiana harmonogramu. Po kolacji nasza grupa miała zajęcia kulturalno – oświatowe. Ten wyjazd obfitował w różne atrakcje, łącznie z tańcami towarzyskimi, latino, przez tańce brzucha, po tańce na rurze a właściwie to na wancie. Dodam tylko, że głównie uczestnikami tych występów byli nasi panowie. Jako jeden z postulatów, które zostały zgłoszone do organizatorów safari była prośba o rozbudowanie pokładu o parkiet do tańca. Troszkę na naszym „parkiecie” bywało ciasnawo i niektórzy lądowali z przytupem na oknach sąsiadów. Poza tańcami i nurkowaniami, spędzaliśmy czas leniwie: czytając książki, zwiedzając okoliczne wioski na wyspach i drzemiąc na gigantycznym pokładzie Nautilusa. Można było również zamówić sobie kąpiel w jakuzzi, najlepiej z winem czy szampanem, i tak podziwiać zachód słońca. Niektórzy pływali, nawiasem mówiąc to okropnie męczące zajęcie. Jak zawsze, i tym razem zorganizowano nam uroczystą kolacje na wyspie, z pochodniami i jedzeniem podanym na stole, który został specjalnie na tę okazję usypany z piasku w kształcie rekina wielorybiego. Ostatni dzień to nurkowanie i suszenie sprzętu. Poza tym zaplanowane wycieczki do stolicy. Stali bywalcy spędzili ten czas w jakuzzi na łodzi. Zawsze po takich imprezach czuje się niedosyt, ale nikt nam nie zabroni pojechać znowu. Malediwy to super miejsce na nurkowanie i spędzenie czasu. Nie jest bardzo daleko, więc nie traktujmy tego jak wyprawy życia, tylko jako stały wypad na ciepłe wody. Trzeba wpisać do kalendarza imprez obowiązkowych i po prostu z nami jeździć. To prosty przepis na udane, nurkowe życie.

Z nurkowym pozdrowieniem

Katarzyna