Hydrozagadka na Gozo

Początek lata nasza Hydrozagadkowa ekipa postanowiła spędzić na Gozo. Tym razem gościliśmy u Jacka, który lekkomyślnie, licząc na spokój, udzielił nam gościny blisko własnego mieszkania. No cóż, to był dla niego długi tydzień…

Po wylądowaniu na Malcie sprawnie przemieściliśmy się na prom, a w porcie czekał już na nas Jacek. Nim dotarliśmy do kwater, zjedliśmy pyszne owoce morza, po czym zadowolenia i syci pojechaliśmy się rozpakować.

Przede wszystkim czekało nas sprawdzenie sprzętu, gdyż już nazajutrz mieliśmy zaplanowane nurkowania.

Gozo to piękna miejscowość nurkowa. Wszędzie blisko, miejsca nurkowe są ciekawe i naprawdę można tu znaleźć dużo życia. Niezła ilość wraków pod wodą zaspokoi gust nurków, którzy cenią bardziej oglądanie pod wodą obiektów, niż szukanie okazów fauny czy flory. Jeżeli komuś będzie mało, zawsze może się udać promem na sąsiednią wyspę Maltę – to tylko pół godziny drogi.

I w taki oto sposób błyskawicznie mijał nam tydzień. Rano śniadania serwowane przez Wojtka, każdemu według życzenia i gustu, potem wyjeżdżamy na nurkowania. Co dzień nowe miejsce i inna cześć wyspy, naprawdę malowniczo. W przerwach pomiędzy nurkowaniami posilamy się w pobliskich knajpkach. Wracając, robimy małe zakupy, najczęściej w ulubionym sklepie rybnym, i pędzimy do domu na basen i grilla. W potrawach z grilla specjalizuje się Jacek, który serwuje specjały prawie ich nie jedząc, to też ciekawe podejście kulinarne. Do tego sałaty, pyszny chleb i musujące wino. Kiedy kolacja jest już przygotowana, w oczekiwaniu na serwis kąpiemy się w basenie. Raj na ziemi.

Niestety wszystko się powoli kończy. Ostatni dzień naszego pobytu postanowiliśmy spędzić na wycieczce objazdowej po Gozo. Ten dzień był najtrudniejszy. Jednak panuje tu wielki upał, a jak się nie ochłodzimy w wodzie, to trudniej go znieść. Już z niecierpliwością, omijając niektóre atrakcje turystyczne uciekamy do „swojego domu”, basenu i relaksu na leżaku z książka. Tak, to fajna forma spędzania czasu i tego nam było trzeba. Żegnamy się z Jackiem i z Gozo i pędzimy na prom. Jedziemy do domu po tygodniowym pobycie, a wydaje nam się jakby minęło kilka godzin. Co z tym zegarkiem jest nie tak?

Tych, którzy z nami nie mogli pojechać żałujemy i zapraszamy na inne wyjazdy, naprawdę warto!

Z nurkowym pozdrowieniem.
Katarzyna Zawadzka